Śmierć za granicą

Gdy słyszymy o kolejnym wypadku, przestępstwie lub nieszczęśliwym zdarzeniu, w którym ginie nasz rodak, bardzo często nachodzi nas refleksja nad życiem i jego kruchością. Gdy myślimy o tym, że śmierć mogłaby nas zaskoczyć poza granicami naszego kraju, przechodzi nas dreszcz, ponieważ jest to sprawa trudna i przykra. Kiedy odchodzimy za granicą, nie towarzyszy nam rodzina, która została w Polsce.

Być może nawet miejsce wiecznego spoczynku Polaka zmarłego za granicą nie będzie w granicach jego ojczystego kraju, ponieważ przewóz zwłok z zagranicy jest drogi i wymaga wielkiej odpowiedzialności i znajomości zasad BHP ze strony transporterów (Nie zapominajmy też oczywiście o szacunku do zmarłego, który na szczęście jest kultywowany w naszej europejskiej kulturze i wręcz oczywisty). Być może dlatego tak dobrym pomysłem na biznes jest założenie międzynarodowego zakładu oferującego usługi pogrzebowe w całej Europie, a być może i poza nią? Nikomu nie życzymy śmierci, a zwłaszcza już nagłej, niespodziewanej i niechcianej, jednak należy zdawać sobie sprawę z ryzyka i niebezpieczeństw, jakie mogą czyhać na obcokrajowca we współczesnej Europie. Jeśli czujemy, że nasze życie jest zagrożone, powinniśmy udać się do polskiego konsulatu albo polskiej ambasady, znajdującej się najbliżej naszego zagranicznego miejsca pobytu lub zakwaterowania. Nie musimy bać się odprawienia z kwitkiem! Życie ludzkie ma zbyt dużą wartość, by nasza prośba o pomoc, na obczyźnie zwłaszcza, została zignorowana. Mamy również prawo do praktyk religijnych, które mogłyby przynieść nam spokój i ukojenie strachu przed śmiercią, a także do opieki medycznej, w przypadku bezpośredniego zagrożenia życia bezpłatnej.

To naturalne, że boimy się śmierci, zwłaszcza na obcym terenie, którego nie zamieszkują nasi rodacy i z którym nie czujemy się związani pochodzeniem ani uczuciowo. Jednak prawo międzynarodowe oraz empatia tubylców powinny uchronić nas przed opuszczeniem oraz uzasadnionym strachem. Możemy być pewni, że cokolwiek się stanie, nie będziemy z tym sami.